Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
szczepan
Make Life Harder: jak unikać Polaków za granicą

Make Life Harder: jak unikać Polaków za granicą (fot. Make Life Harder)

Dla tych, którzy śledzą nasze przygody, słowo wyjaśnienia - ostatnio trochę nas nie ma, bo w ramach misji tropienia najnowszych trendów w modzie wyjechaliśmy na Bałkany, które nie od dziś nazwane są światową stolicą mody, szyku oraz mięsa mielonego. Niektórzy uważają, że taką stolicą jest Mediolan, ale tak twierdzą najczęściej ludzie bogaci, którym od żarcia złota już kompletnie pojebało pokiełbasiło się w głowach.

W ramach misji jeździmy po miastach, spisujemy raporty i wypytujemy lokalsów w Albanii jak pan na to wpadł, żeby zamiast swetra nosić na sobie żywą kozę obłożoną twarogiem ze szczypiorem. Efekt z tego mniej więcej żaden, bo jak na razie Maciek kupił sobie w Bośni podrobione rajbany za 3 euro, a Lucjan przytył pięć kilo od jedzenia kremów z filtrem dwudziestką i na nic zdały się tłumaczenia, że tego się nie robi i żeby - jak cała reszta wycieczki - jadł krem z dziesiątką.

Ale nie o tym. Problem, jaki chcemy dziś poruszyć, znany wszystkim globtroterom takim jak my, którzy byli za granicą już dwa razy (raz na wycieczce szkolnej w Czechosłowacji, a drugi raz w Hamburgu u wujka, żeby mu pomóc z ciałem tamtego Turka z parkingu), jest obrzydzenie i dyskomfort, kiedy spośród mieszanki języków wyłapujemy zdanie: "Iwona, weź już wyjmij Piotrusia z lodówki, dostał za swoje". Słowem - jak przeżyć spotkanie z Polakami za granicą.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że bycie Polakiem jest męczące jak każda chujowo kijowo płatna praca pod dużym stresem. Podczas gdy bycie Holendrem przypomina lukratywną posadę architekta w Amsterdamie, bycie Polakiem jest jak robienie w fabryce wkładek do butów pod Sieradzem. Dlatego wyjazdy za granicę to zawsze wspaniała okazja, żeby na chwilę zapomnieć, że jesteś smutnym polskim kasztanem, twoja żona kaszanką na dwóch krótkich nogach, a twoje dzieci skwarkami ze słoniną i że wszyscy mieszkacie w domku z cebuli.

Często jednak rodacy nie rozumieją idei wyjazdów Polaków za granicę i często siedząc w knajpie na zadupiu w południowej Serbii, można usłyszeć, jakże przykre dla każdego Polaka, słowa: "No cześć, widziałem rejestracje, panowie znad morza, no nieźle, my z Gorzowa, czyli też nieźle, to może jakiś mały polski melanżyk na obczyźnie, wiadomo, piweczko, paluszki, to może u nas w pokoju, halo, zastałem Jolkę, taki żarcik, hehehe, byśmy se pogadali jak Polak z Polakiem, zamknęli okna i posiedzieli we własnych bąkach. Co koledzy na to?".

Dlatego ogłaszamy wielki apel do Narodu Polskiego, do wszystkich razem i każdego z osobna, do ludzi z Krakowa, Kłączna i przedmieść Kędzierzyna Koźle, Koźla czy jak wy to tam w Kędzierzynie odmieniacie, do wszystkich Iwon, Zdzisiów Krzysiów, Ryśków i Patryków, do wszystkich wąsaczy, okularników i grubasów z koszulką "Piwo - moje paliwo": DAJMY SOBIE WRESZCIE ODPOCZĄĆ.

Nie po to jedziemy pięć tysięcy kilometrów w czterdziestostopniowym upale furą bez klimatyzacji, żeby gdzieś we wiosce na przedmieściach Kosowskiej Mitrowicy usłyszeć "O, widzę, że panowie też z Polski". Przyjmijmy jedną generalną zasadę: udajemy, że się nie widzimy. Kiedy wpadniemy na siebie w kiblu w hostelu w Belgradzie i nasze obydwie polskie mordy nie pozostawią złudzeń z kim mamy do czynienia, to w milczeniu rozchodzimy się do swoich pokoi i nigdy więcej do tego nie wracamy. Kiedy usłyszymy się w knajpie w centrum Zagrzebia, to drużyna, która pierwsza usłyszała, wychodzi z knajpy i natychmiast wyjeżdża z miasta. Zaufajcie nam, nic się wtedy nie stanie, świat się nie skończy, a polskie bloki wypełnione po sufit polską melancholią nie runą, albowiem co się odwlecze, to nie uciecze i już za tydzień i tak widzimy się na osiedlu w kolejce po chleb, gdzie ty będziesz próbował sprzedać mi kosę pod żebra, a ja ci spróbuję urwać łeb.

Make Life Harder: Polacy za granicą
Reposted frompl pl

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl